[again and again]

no dobrze, wróciłam do domu:). już jakiś czas temu oczywiście (a właściwie, to w tej konkretnej chwili akurat znów jestem w Bełchatowie… co za los… ale to chwilowe). napełniłam sobie lodówkę i nawet ugotowałam już parę obiadów, choć wciąż część naczyń stoi poukrywana na balkonie/w czeluściach garderoby/lub nikt nie wie gdzie. bo to sprzątanie to idzie jakoś tak wyjątkowo opornie, cholera… z jednej strony ja się za szybko męczę, a Mąż, po powrocie z pracy spędza czas z dzieckiem i też nie ma za wiele okazji do sprzątania (dzieć jednak woli wyjść na plac zabaw, no albo chociaż do kupuj w Tesco). ze strony drugiej jest jakoś mnóstwo innych rzeczy, którym trzeba często poświęcić maksimum uwagi – na przykład pisanie pracy magisterskiej (drugi rozdział udało mi się również oddać w terminie, choć wciąż nie wiem, jak to zrobiłam :)). natomiast jest też trzecia strona, czyli to, że jakoś ilekroć zetrę sobie kurze z półek, to one, cholera, natychmiast pojawiają się znowu. naczynia brudzą się w tempie większym niż błyskawiczne. zabawki rozrzucają się jeszcze szybciej. naprawdę nie wiem, jak one to robią… (“zabawki widzą wszystko, Sid… więc baw się GRZECZNIE”. naprawdę czuję się jak mama Borejko. tylko, że ona po kilkudziesięciu latach małżeństwa biegle odgadywała cytaty łacińskie, a ja chyba będę robiła to samo z cytatami z filmów. ciekawe, jak te książki z dzieciństwa kształtują charakter jednak… momentami mam wrażenie, że jestem mieszanką moich ulubionych bohaterek literackich:)). w każdym razie jest taki ogrom rzeczy do zrobienia (jak zawsze), że nie mam nawet czasu zrobić Listy Bardzo Ważnych Rzeczy Do Zrobienia. nie mówiąc o realizacji.
zdecydowanie więc nie sypiam tyle ile powinnam, zwłaszcza nocami, bo z kolei rano (? pojęcie względne…) nie mogę się za nic obudzić, dzięki czemu syn nauczył się już samodzielnie obsługiwać DVD (jestem straszną matką, wiem :(). nie robię też zbyt wiele tego, co moja Pani Doktor określa mianem “oszczędzania się”, czyli “owszem, może pani chodzić, tylko nie więcej niż 10 metrów naraz”. co prawda, póki co nie dostałam jeszcze tego zalecenia, bo nawet nie mam anemii(sukces! :)), choć może w tej chwili to już się zmieniło, ani innych paskudztw. ale obawiam się, że przy okazji kolejnego spotkania jednak coś takiego usłyszę. no tylko jak ja się mam niby oszczędzać? :( jem za to bardziej przepisowo, choć ryb oczywiście nie tykam, ale skoro Gap mimo niedoborów kwasów omega i innych jest takim geniuszem, to może drugi Bobek też da radę :). od jakichś chyba trzech tygodni rusza się już na tyle wyraźnie, że jestem w stanie z pewnością stwierdzić, że to on, a chyba nawet wcześniej już trochę dawał o sobie znać. jest również bardzo grzeczny, bo budzi się ilekroć go o to poproszę i ładnie kopie, albo chociaż przekręca się na drugi bok, żeby dać zmartwionej matce znać, że mimo kuksańców od starszego brata, przepracowania i braku życiodajnych składników w pokarmie, miewa się całkiem nieźle :). brzuch też już mam od biedy zauważalny, co mnie niezmiernie cieszy :). oczywiście prawdopodobnie większość ludzi nadal zastanawia się, czy to ciąża czy tłuszcz (ja też), ale ci co wiedzą, twierdzą, że “widać, widać” :).
sen z powiek spędza mi także kwestia moich studiów, bo, jak się dowiedziałam od księdza dziekana, na naszym wydziale nie ma indywidualnego toku studiów, więc naprawdę nie wiem, jak mam rozwiązać problem mojej nieobecności na wykładach, oraz ich zaliczenia, do których obecność bywa potrzebna… głupio byłoby nie skończyć studiów teraz, kiedy został mi rok do magistra, zwłaszcza, że nie jest to pierwszy przypadek, który wymaga nieco pokombinowania. choć tym razem wygląda to jakoś bardziej beznadziejnie… może dlatego, że po czterech latach mam już tego trochę dosyć?

szukam również pomysłu na biznes, który pozwoliłby mi być mamą na pełny etat i przy okazji trochę dorobić do domowego budżetu:). czy ktoś ma jakiś pomysł? :)

  1. Dziękuję bardzo za notkę Kochanie :). Bardzo lubię, jak dla mnie piszesz. Mogłabyś to robić częściej :). Co do biznesu proponuję jakieś lepianki albo inne ręczne roboty.

    “Jest do wyrzucenia!”
    “A dlaczego do wyrzucenia, ty psujku?” :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s