[Twilight]

Zgodnie z zamówieniem, w przypływie dobrego humoru, może wreszcie napiszę:)
Otóż jakiś czas temu, dość długi, bo chyba pierwszą część dostałam dwa lata temu na Gwiazdkę, zaczęłam czytać „Zmierzch”. W sumie nie miałam na to jakiejś ogromnej ochoty, bo nie za bardzo mnie kręcą opowieści o wampirach (chociaż pamiętam, że jako dziecko byłam przekonana, że jestem wampirem – może to sprawia, że się na tym bardziej znam?:)), ale ponieważ słyszałam tyle achów i ochów, postanowiłam sprawdzić o co chodzi. No nie będę ukrywać, że z góry byłam trochę uprzedzona:) Ale jednak, trochę z trudem, jakiś miesiąc temu dobrnęłam do końca czwartej części. Refleksji mam co nie miara, oczywiście:)
Czytało się w większości bardzo miło – pani pisze w sposób płynny i nieskomplikowany, ani się obejrzysz a tu już połowa książki. Najbardziej jednak zadziwiało mnie to, że to już połowa, a tu nadal nic się nie dzieje… a później dwie trzecie i ciągle nic. I trzy czwarte i nadal ani śladu akcji kulminacyjnej… Ciągle tylko łazimy po lasach Waszyngtonu, jeździmy rozwalającym się samochodem, rozmyślamy rozmyślamy rozmyślamy, ewentualnie prowadzimy romantyczne rozmowy z ukochanym. Albo tęsknimy za ukochanym, zależnie od części. Niby więc czyta się łatwo, lekko i przyjemnie, ale im dalej w las tym bardziej czujesz się odmóżdżony. A przynajmniej ja się czułam. W sumie cała saga w jakichś przynajmniej pięćdziesięciu procentach składa się z tego jak Bella wychodzi ze szkoły, idzie przez parking, rozmyśla o Edwardzie, podchodzi do samochodu, wyjmuje kluczyki, otwiera drzwi, wsiada do samochodu, zamyka drzwi, włącza radio, wkłada kluczyki do stacyjki, potem bardzo bardzo długo rozmyśla o Edwardzie, przekręca kluczyk, jeszcze raz myśli o Edwardzie i odjeżdża, ale niestety przez całą drogę do domu również myśli o Edwardzie. I tak upływa 300 stron. Warsztat literacki naprawdę nieodmiennie przywodzi mi na myśl opowiadania fan fiction z Harry’ego Pottera , pisane przez nastoletnie fanki, które ja sama czytałam również jako nastoletnia fanka. Nawet jeśli wytniemy błędy w rodzaju jedzenia kolacji na dworze w styczniu. Ale przecież pani nie jest z Waszyngtonu, nie musi wiedzieć, że tam w styczniu leży śnieg. W sumie fabuła też jest niezwykle podobna do fan fiction z Harry’ego Pottera – tam główną bohaterką była Polka jadąca do Hogwartu i poznająca tam Harry’ego, z którym się oczywiście zaprzyjaźnia, albo nawet więcej, albo odwrotnie, nie znosi go i zaprzyjaźnia się z Malfoy’em; tutaj nastolatka z jakiejś Florydy czy skąd tam ona była, przenosi się do stanu Waszyngton i w szkole w małym miasteczku spotyka rodzinę wampirów, z którymi oczywiście się zaprzyjaźnia, a z niektórymi nawet więcej. No czyż to nie jest uderzająco podobne? Aż dziw, że autorki tych fanficków nie zrobiły międzynarodowej kariery. Myślę, że „Bill +Hermiona Love” byłoby bestsellerem.
Dalej oczywiście można by rozpisywać się długo na temat tego, jak bardzo niekanoniczne są wampiry ze „Zmierzchu”, choć w sumie można stwierdzić, że fantasy rządzi się swoimi prawami i każdy ma prawo wymyśleć sobie własne wampiry. Więc to, że są supersilne, mają nadprzyrodzone moce, nie oddychają, nie jedzą, nie śpią, są nadludzko piękne, mają wyostrzone wszystkie zmysły i takie tam, to chyba stosunkowo normalne. Ale mojego męża najbardziej rozwaliło coś innego. Mianowicie, co robią wampiry w słońcu? Każdy człowiek, który z pewnością w swoim życiu słyszał co nieco o wampirach, powinien posiadać tak podstawowe wiadomości i wiedzieć, że wampiry nie mogą wychodzić na słońce, bo umierają (że tak powiem). Jednak jeśli ktoś do tej pory tak myślał, to bardzo się mylił. Albowiem okazuje się, że wampiry w słońcu świecą. Jedynym komentarzem jaki mi się nasuwa jest: słiiiiiiiiit!
Pomijając więc fabułę, która jest prosta jak konstrukcja cepa, warsztat, który do złudzenia przypomina fanficki o Potterze oraz nowinki o wampirach, w sumie muszę przyznać, czytało się nieźle. I może nawet przeszłabym nad tym arcydziełem do porządku dziennego, ale moje wredne zboczenie zawodowe mi na to nie pozwala. Bo osobiście uważam, że te książki są szkodliwe. Nie tylko głupiutkie, naiwne, śmieszne, czy cokolwiek, moim zdaniem powinno być na nich jakieś ostrzeżenie, w rodzaju przed użyciem skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, chociaż nie wiem z kim można by się w tej kwestii kontaktować. Osobiście nie pozwoliłabym tego przeczytać mojej córce i mam ogromną nadzieję, że będę w stanie wpłynąć na nią jakoś mądrze, żeby wybierała bardziej wartościowe lektury. Bo po pierwsze, o ile sama się w życiu naczytałam głupiej literatury kobiecej (specjalnie piszę, że głupiej, bo podejrzewam, że istnieje też mądra), to naprawdę to jest wyjątkowo głupia literatura kobieca. Przede wszystkim dlatego, że właściwie to nie jest jeszcze kobieca, tylko młodzieżowa. A literatura młodzieżowa, zwłaszcza ta skierowana do dziewcząt to jest moim zdaniem odpowiedzialność ogromna, której chyba pani Meyer nie czuje. Bo takie dziewczyny, które są jeszcze do uratowania, to znaczy w miarę mądre, czytają książki. I jak wszystko, co w tym krytycznym okresie nastu lat ich mózg dostanie, te książki kształtują ich pojęcie o świecie. Bardzo. To, czy dziewczyna czyta romantyczną historię Ani z Zielonego Wzgórza w połączeniu z Jeżycjadą, czy raczej „Zmierzch” (mogłabym wymienić jeszcze parę innych, ale może panią Nowak obsmaruję innym razem) naprawdę mocno wpłynie na to, jak będzie patrzeć na świat, a przede wszystkim, nie oszukujmy się, na kwestie chłopaków, związków itp. A w „Zmierzchu” mamy co? Edwarda. Który pomijając to, że nie istnieje i nie jest możliwy do zaistnienia, ale na to żadna nastolatka uwagi nie zwróci, jest idealny. Megaprzystojny, romantyczny, bogaty, inteligentny, szarmancki bardziej niż jakikolwiek facet mógłby kiedykolwiek być, nie popełnia błędów, nawet takich zwykłych, nie choruje, nie miewa złego humoru (ewentualnie może wpadać w melancholię, bo martwi się o Bellę), nie ogląda meczy, nie chodzi na treningi , ani nie miewa innego hobby, które absorbuje jego czas, nie ma głupich kumpli, nie musi się uczyć, nie ma pryszczy, jego rodzina jest cudowna, ubiera się zawsze nienagannie, on nawet nie ma zwykłych reakcji fizjologicznych, czyli nigdy nie będzie, że tak obcesowo powiem, śmierdział. A więc cóż, absolutnie żaden realnie istniejący mężczyzna, choćby nie wiem co robił, nigdy nie będzie w stanie mu dorównać. Nawet jeśli pominiemy fizyczne właściwości ludzi, to naprawdę nigdzie na świecie z całą pewnością nie ma żadnego faceta, który by się tak zachowywał. Mogę to napisać z całą pewnością, choć nie znam wszystkich przedstawicieli płci brzydkiej. A gdyby istniał ktoś, kto by się tak zachowywał, to podejrzewam, że prędzej czy później okazałoby się, że jest psychopatą. Dlatego też ktoś powinien ostrzegać małe dziewczynki przed tą książką, bo one zakochają się w tym cholernym nieistniejącym Edwardzie i później będą jęczeć przez całe życie, że dlaczego one takiego Edwarda nie spotykają, tylko takich prostaków. To jest masowe produkowanie niedojrzałych kobiet skazanych na staropanieństwo lub nieudane związki. Coś jak pan Wiśniewski i jego Jakubek, dla którego panie czytelniczki rzucały mężów. Tego naprawdę powinni zabronić.
Po drugie aspekt czystości, który mnie zdenerwował nieziemsko. Bo przed przeczytaniem słyszałam dużo opinii jak ta książka niby pochwala wstrzemięźliwość seksualną, jak promuje czystość itp., tymczasem moim zdaniem to jest jakaś tragiczna bzdura. Cały czas temu dziwacznemu związkowi towarzyszy gigantyczne napięcie seksualne. I mówienie w tym kontekście o czystości jest kompletnym nieporozumieniem, chociaż niby faktycznie nie uprawiają seksu aż do ślubu. Tylko co to za czystość, skoro oni non stop o tym myślą. A poza tym nie oszukujmy się, facet musiałby chyba naprawdę być wampirem żeby wytrzymał to, że jego laska tak się do niego klei. Nie mówię, że takich nie ma, wręcz przeciwnie, myślę, że są, ale niestety większość dziewczyn na nich nie trafi. Dlatego też powinni tego zabronić po raz drugi, bo to nie jest żaden wzorzec czystości dla dziewcząt.
A po trzecie i ostatnie, w ramach podsumowania. Nie jestem zwolenniczką teorii księdza Posackiego, o tym, że szatan siedzi w Harry’m Potterze, choć myślę, że jest w tym jakieś ziarno prawdy. Ale jedno zwróciło moją uwagę – pamiętam szał na Pottera, pamiętam jak się w nocy chodziło na premiery, a potem na kilkadziesiąt godzin znikało się z życia, bo trzeba było pochłonąć kolejną część. Szał na Pottera zdecydowanie przyczynił się do tego, że młodzi ludzie zaczęli więcej czytać. I może Potter nie jest idealnie mądrą lekturą, ale osobiście uważam, że w bardzo niewielkim stopniu fascynuje magią, a przynajmniej taką magią, że potem człowiek zostaje satanistą. Albo przynajmniej zaczyna wierzyć w wampiry, smoki i inne tego typu – choć oczywiście w jakimś stopniu się to zdarza, osobiście znam kilka zapalonych Snejperek, które, mam nadzieję, jednak kiedyś z tego wyrosną. Ale jako stała bywalczyni księgarń mogę stwierdzić, że po Harry’m Potterze literatura młodzieżowa rozwinęła się w wielu kierunkach (w większości mało mądrych, ale jednak). Natomiast to, co się stało po „Zmierzchu” to jest jakaś tragedia dla mnie. Ostatnio byliśmy z mężem w empiku, chyba na Nowym Świecie i ja, jak zwykle zresztą, polazłam do działu z literaturą młodzieżową, celem odnalezienia jakiegoś czytadła (wiem, nie świadczy to o mnie chyba najlepiej, ale literatura kobieca mnie nudzi i zazwyczaj ciężko mi przez nią w ogóle przebrnąć, natomiast nastolatkowe książki są zdecydowanie bardziej pełne werwy, a z punktu widzenia starego pedagoga czyta się je jeszcze ciekawiej). Ów dział zajmował chyba ze trzy regały. Ich monotematyczność zwaliła mnie z nóg. Wszystkie książki były w tonacji czarnej z przebłyskami innych kolorów, głównie czerwieni, obrazki to w głównej mierze jakieś tajemnicze niewiasty, podrasowane w fotoskopie na upadłe anioły czy coś w ten deseń, zbliżenia bardzo tajemniczych oczu, jakieś krople krwi czy coś. Tytuły składały się głównie za słów w rodzaju : wampiry, anioły, demony, piekło, strach. W podłogę wbiła mnie pozycja „Bale maturalne z piekła” autorstwa Stephenie Meyer, Meg Cabot, Kim Harrison I Michaele Jaffe. Nie twierdzę, że w tym siedzi szatan, ani że czytelniczki niebawem zaczną uczęszczać na czarne msze i jeść koty. Ale osobiście uważam, że ciężko dać nastolatce coś głupszego do czytania. Nie wiem czy moja wyobraźnia potrafi sobie wyobrazić na kogo wyrośnie pokolenie czytelniczek tych dzieł. Choć to na kogo wyrośniemy oczywiście nie jest zależne tylko od doboru lektur. Ale to naprawdę dobijające, że jedynymi nie czarnymi książkami w empiku były serie pani Musierowicz i pani Nowak oraz może jeszcze kilka innych polskich pozycji, które łącznie zajmowały może ze trzy półeczki na samym końcu i na samym dole ostatniego z trzech regałów z literaturą młodzieżową.

Reklamy

5 thoughts on “[Twilight]

  1. Dobra recenzja, choć ja bym rozwinął kwestię czystości. Przykładowo bardzo mi się spodobało (z Twoich opowiadań) jak to Bella, już mężatka, stawszy się wampirem nagle, zamiast zwyczajnego głodu krwi, zaczęła odczuwać niepohamowaną chuć. Mamy tu więc nie tylko znakomity przykład braku czystości przedmałżeńskiej, ale i z małżeńską mamy kłopot niemały…

    Współczuję wszystkim facetom, których „partnerki” zachwyciły się Edwardem… Naprawdę, bardzo mi przykro…

  2. recenzja zjadliwa, aż miło się czyta :)
    Zmierzch jak większość dziś pisanych książek dla młodzieży został stworzony na czysto komercyjnej kanwie przeczytaj/zafascynuj się i zapomnij, to prawda, że ta książka wypacza obraz tego jedynego, ale to nie tylko Zmierzch… już w dzieciństwie jesteśmy karmione historiami Kopciuszka i Śpiącej Królewny, gdzie ten jedyny, idealny przybywa ratować tą najpiękniejszą… a później podrastamy i mamy do wyboru i koloru mnóstwo cukierkowych komedii romantycznych, książek typu „Pamiętniki Księżniczki” itp. i w tych historiach początki są złe i pełne kłopotów, a później pojawia się ten jedyny (po mniej lub bardziej skomplikowanych perypetiach) i znów w ten czy inny sposób ratuje… jednym słowem tak było jest i będzie, idealizujemy miłość bo wtedy łatwo się ją sprzedaje… i uważam, że martwiąc się o przyszłe pokolenia powinniśmy pierw martwić się o siebie… bo pierwszą rzeczą jaką widzą dzieci są relacje między rodzicami…
    pozdrawiam:)

  3. Pingback: Bo Spike | Z bloga wybitnego teologa

  4. Nie znam Zmierzchu! Ominął mnie! Widziałam kolejki w bibliotekach po kolejne części, widziałam ludzi w pociągach, ale dałam rade i się nie skusiłam, więc zdanie mam jednostronne, ale przyznać muszę, że książka może mieć dużą moc wypaczającą. Ja całą swoją młodość chadzałam do wszystkich bibliotek w mieście i czytałam co popadło. I o ile w młodości to były dobre rzeczy jak pani Montgomery a Alfred Hitchcock, który nie lansował żadnej wartości, to potem przeszłam do biblioteki dorosłej i upadłam, bo sięgnęłam po panią Roberts. Ale czytałam ją obojętnie i wszystkie dorosłe książki traktujące o seksie czytałam obojętnie. No, Strach przed lataniem nie za obojętnie przeczytałam. Był w domu i był potraktowany jako jakieś zakazane lecz nieschowane tabu, co to niby nie wolno, to nie dziwota że w bardzo młodziutkim wieku sięgnęłam i przeczytałam o mężu-psychoanalityku co to się wcale nie pocił:) Jakubek owszem paskudnie wypaczał, po Jakubka sięgnęłam podczas próbnych testów gimnazjalnych, ale zbiegł się w czasie z wielką nieszczęśliwą miłością i wraz z nią spłynął nie zostawiając śladu. Gorsze rzeczy mógłby zrobić wspaniały Jeździec Miedziany, który wspaniały był, ale ja wówczas na szczęście byłam bezpiecznie zakotwiczona a mój narzeczony nie był taki fatalny. Znam jednak przypadek niezakotwiczonej, co to starą panną zostanie NA PEWNO i kolejnym chłopakom o Alexandrze [z Jeźdźca] opowiada:)

    Chciałam jeszcze pochwalić panią Musierowicz, której osobiście nie lubię, gdyż jest nadęta, ale jej Jeżycjada, którą poznałam dopiero na studiach jest wspaniała i pomogła mi uratować wartości, na które nastawano.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s