[ghost stories]

Poważnie podejrzewam, że wena twórcza jest u mnie ściśle powiązana z poziomem hormonów. Gdyż absolutny jej odpływ zauważam w końcowym okresie każdej ciąży. Ale z biegiem lat mój Mąż zmienił się w takiego tyrana, że teraz zmusza mnie do pisania, nawet jak nie mam weny w ogóle. (najpewniej zawsze był takim tyranem, tylko kiedyś ja byłam bardziej ekspansywna i nie dawałam się stłamsić, a teraz już się daję)

Mąż mi kazał napisać przynajmniej, że go kocham, co oczywiście jest prawdą, ale samo w sobie słabo się nadaje na notkę. Próbował też na mnie wymóc, żebym napisała jak wyglądały nasze zaręczyny, bo właśnie nastała (od godziny i kwadransa) siódma rocznica tychże, a my, wbrew opiniom, że to żadna okazja, obchodzimy takie rocznice, bo zawsze to okazja, żeby sobie strzelić po prezenciku. Nie uległam jednak tym niecnym naciskom, gdyż po pierwsze i najważniejsze – nie mam weny, po drugie i nie mniej ważne nie lubię się roztkliwiać nad własnym życiem na forum publicznym, po trzecie zaś z pewnością nie zmieściłabym się w limicie czasowym (mam skończyć nim wysłuchamy całej płyty Coldplay, która jest częścią mojego prezentu, aby przejść do części drugiej, to znaczy zainaugurować maraton Harrego Pottera).
A zanim skończy się płyta nie zdążę też opisać naszego spontanicznego wypadu nad morze, który był mega i żałuję, że nie jesteśmy Kulczykami i nie stać nas na dłuższe takie wypady. Nie czas jest to również zapewne na to, aby się rozpisywać o tym, jak nam dobrze, bo dzieci zostały oddelegowane na wakacje do dziadków, siedzą całymi dniami na plaży i jest im wesoło. Świetnie też się z nimi gada przez telefon, Gabryś opowiada całe przygody, Natala zaś zapodaje komunikaty w rodzaju „oglądamy Kung Fu Pandę”, „sią koty w domu” lub „mmm ciują się koty”. A my śpimy w takich godzinach, że zwykłym śmiertelnikom to w ogóle nie przystoi, od czasu do czasu coś sprzątniemy, a główne nasze wysiłki koncentrujemy na przygotowaniu dla naszych potworków wspólnego pokoju, bo pora najwyższa, aby Natala wyniosła się z naszej sypialni.

Gdyby nie ten cholerny upał to byłabym nawet całkiem żywa, a tak to tylko leżę i zdycham, 042pomiędzy jedną szklanką zimnego soku, a drugą (szklanki podaje Mąż). I zapewne wkład pracy z mojej strony byłby większy, a tak to tylko się relaksuję z niewielkimi przerwami. Tak ogromnego lenistwa nie zaznałam dawno i mój mózg ma trudności, aby owo lenistwo ogarnąć. Lenistwo ponad poziom jest wręcz, powiedziałabym, irytujące.

Reklamy

One thought on “[ghost stories]

  1. Przynajmniej znak życia wydusił z Ciebie PT Małżonek. Wena kiedyś wróci tak samo, jak odeszła. Ona zawsze wraca, choć nie należy wyznaczać jej żadnych terminów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s